mars wenus i zdrowie
Wywiad Ireny Stanisławskiej z Olgą Szwajgier

Olga Szwajgier jest pedagogiem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie (współpracowała także z Internationale Akademie fur Neue Musik w Schwaz w Austrii). Dzięki ćwiczeniom własnego pomysłu rozszerzyła skalę głosu z czterech do sześciu oktaw. Taką skalę posiada tylko kilka osób na świecie. Lecz w przeciwieństwie do nich, nie otrzymała tych możliwości w dniu urodzenia, a jako jedyna doszła do nich własną pracą. Nic dziwnego, że na międzynarodowy kongres muzyczny w Stuttgardtcie 2000 została zaproszona jako jeden z trzech „Fenomenów Głosu”. Była też jedynym śpiewakiem z Europy Środkowej i Wschodniej zaproszonym na stulecie sceny w Carnegie Hall.

Irena A. Stanisławska - Na temat muzykoterapii piszą już wszystkie gazety. Wiemy, że w zależności od rodzaju muzyki możemy się zrelaksować, nabrać energii lub ją stracić. Kładziemy się więc na kanapie, słuchamy Mozarta i jesteśmy szczęśliwi. Prowadzisz warsztaty, na których ludzie pracują z głosem. Uświadamiasz im, że ma on terapeutyczne działanie. Silniejsze, niż słuchanie muzyki.
- Olga Szwajgier - Kiedy leżymy na kanapie – wtedy to ktoś za nas coś robi. Kiedy śpiewamy - to my dla siebie coś robimy. I to jest niewyobrażalnie ważne, bo wtedy to ty bierzesz swój los w swoje ręce. Nie musisz iść do terapeuty, by puścił ci tego Mozarta. Masz w sobie ogromne możliwości i wszystko zależy od ciebie. Ty jesteś gliną, garnkiem, garncarzem. Śpiew daje poczucie pewności siebie. Poczucie własnej wartości. Śpiewając, możesz się wiele o sobie dowiedzieć. Bo śpiew nas bardzo obnaża. Jeżeli jesteś niepewna - twój głos ci to powie. Jeżeli jesteś pewna siebie – również. I powie ci także wtedy, gdy jesteś osobą, która boi się oceny.

- Głos to dźwięk. Co dobrego może spowodować w naszym organizmie?

- Rozpuszcza w naszym ciele wszystkie blokady energetyczne. Wiadomo, że człowiek jest energią. Ale nie tylko tą bardziej „zagęszczoną” czyli materią. Tak jak lód jest bardziej zestaloną energią, tak jak woda – energią bardziej „płynną” i para wodna – najbardziej rozrzedzoną, można powiedzieć, że my również mamy szerokie  spektrum energetyczne. Na ten temat ksiądz Sedlak napisał epokową książkę ”Homo Electronicus”. O tym samym mówi Albert Einstein i jego słynna teoria względności. Ludzie w Polsce spotkali się już z medycyną chińską (jeśli nie osobiście, to przynajmniej o niej słyszeli), wiedzą, że mówi o tym, iż w naszym ciele istnieją punkty energetyczne, a energia przepływa kanałami zwanymi meridianami. Wiedzą o akupresurze i akupunkturze. Ta ostatnia podbija nawet medycynę konwencjonalną (Polskie Towarzystwo Akupunktury skupia w swych szeregach lekarzy). Tak więc można powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się już ze słowem energia i słowo to nie wywołuje w nas przerażenia. Nie łączymy go z diabłem czy szatanem, lecz raczej kojarzy się nam pozytywnie. Po tym krótkim wstępie, spokojnie już mogę wyjaśnić, że kiedy śpiewamy po prostu uzyskujemy dużo, dużo energii do życia. Życie to oddech. A kiedy śpiewasz nabierasz w płuca bardzo dużo powietrza. Zwiększa się twoja pojemność płuc, pogłębia się oddech, dzięki któremu wprowadzasz do organizmu nie tylko więcej powietrza, ale także życiowej energii czyli prany. Tak więc, im więcej śpiewasz, tym więcej masz energii do życia. Im mniej śpiewasz - tym jest jej mniej. Zobacz, jakie to proste.

Dlatego uważam, że dla dobra naszych dzieci, powinno się bezwzględnie wprowadzić śpiew do szkół podstawowych, do liceów i na studiach. Często bywam w Niemczech. Tam wszystkie dzieci śpiewają. We wszystkich szkołach. Niemcy to rozśpiewany naród. A dbając o swoje dzieci, dbają o swoją nację. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych. Tam każde dziecko w szkole albo śpiewa, albo gra na instrumentach dętych! Jeżeli już tak wzorujemy się na Ameryce i przejmujemy wszystkie Mc Donaldy, coca cole, dlaczego przejmując wszystko, co złe, nie pomyślimy, by raczej przejąć wszystko, co dobre. A u nich dobre jest właśnie to, że każde dziecko zmuszane jest (oczywiście w dobrym znaczeniu), do aktywności muzycznej.

- I aktywność ta zostaje im na stare lata. Amerykanie śpiewają w domu, w samochodzie, na piknikach, nie przejmując się czy śpiewają czysto czy fałszują.
- I bardzo dobrze! I niech taka amerykańskość będzie dla nas wzorem.  Zauważ, że każdy naród „rozśpiewany”, przetrwał najgorsze paranoje, jakie człowiek zgotował człowiekowi. Spójrzmy na przykład na Ukrainę. Ten naród cały czas śpiewał. Przetrwał. Ale tam są specjalne dunki, są pieśni na pogrzeb, są pieśni na wesele. Są pieśni, którymi wyśpiewujesz ból, którymi wyśpiewujesz radość. Nasi rodzice, dziadkowie, też śpiewali. Też przetrwali. A my ze szkół podstawowych wyrzucamy śpiew! Uważam, że każde dziecko ma prawo do rozwoju, a jeżeli dzieciom zabrania się śpiewać, dla mnie jest to ciche ludobójstwo. Zobacz jak wyglądają nasze dzieci! Te zapadnięte klatki piersiowe! A przecież wystarczyłoby 5 minut śpiewu na każdej lekcji, 5 minut przed jej rozpoczęciem. W sumie, przy sześciu godzinach dziennie, uskładałoby się pół godziny. Pół godziny, podczas której musi być wzięty większy oddech, wentylowane są płuca, a klatka piersiowa zaczyna się rozszerzać. I kiedy zmienia się postawa dziecka – uniesiona głowa, prosty kręgosłup. Ta postawa jest przeciwieństwem tej, w której pochylone nad ławką, zalęknione dziecko, spędza większość czasu w szkole. A już na marginesie – uważam, że każda ławka powinna mieć pulpit, żeby dziecko nie miało pochylonej bez przerwy głowy, ponieważ 8 godzin spędzonych w takiej pozycji, powoduje skoliozę. Chyba 90% młodych Polaków ma skrzywienie kręgosłupa! 

- Uważasz, że śpiewając, te kręgosłupy byłyby lepsze?
- Bezwzględnie. Młodzież siedzi przed komputerami czy telewizorami całymi godzinami. Dzieci w Polsce mają hemoroidy. To jakaś paranoja! Brak ruchu powoduje też inne zaburzenia. A jak może pomóc śpiew? Otóż, kiedy bierzesz oddech, masujesz wszystkie mięśnie działające przy kręgosłupie. Masujesz wszystkie narządy wewnętrzne. Oddech równocześnie rozbudowuje klatkę piersiową. Dziewczyny mają piękne biusty (zauważ, że każda śpiewaczka ma biust, a śpiewak wyraźnie zarysowany tors). Dzieci, które śpiewają od najmłodszych lat mają inaczej zbudowaną klatkę piersiową. I to jest bardzo widoczne. Poza tym, oddychając głębiej, dziecko jest dotlenione. Inaczej krąży krew, lepiej pracuje mózg, narządy wewnętrzne.

- Głos również jest instrumentem. Czy najbardziej wszechstronnym?
- Najbardziej. I co ważne – nic nas nie kosztuje. Bo gdy masz kupić fujarkę, jednak parę złotych musisz wydać. I nie wszystkich rodziców na to stać. Ale każde dziecko ma struny głosowe, każde dziecko ma płuca i usta, które otwiera, gdy śpiewa. Instrument jest cały czas w nim. Dlatego powinniśmy w szkołach korzystać z niego jak najczęściej. Nie uczmy teorii, bo ona nikomu do niczego nie jest potrzebna. Teoria nie jest wiedzą. Wiedzą jest tylko praktyka. Zostawmy życiorysy naszych wspaniałych kompozytorów. Gdy dziecko podrośnie, gdy będzie miało ochotę, to sięgnie po literaturę. Dziecku potrzebna jest praktyka. Dziecko ma śpiewać. Śpiewać, śpiewać, a potem - śpiewać. A na końcu - śpiewać.

- Powiedziałaś na początku, że nasz głos ma działanie uzdrawiające. Więc jeżeli mamy na przykład „dołek”, czy pomogłoby nam czytanie na głos?
- Do pewnego stopnia tak. Z tym, że dźwięk przedłużony ma większe możliwości lecznicze. Bo czytasz zawsze tylko na kilku dźwiękach. Poza tym, śpiewając zatrzymujesz na dłużej oddech. Można powiedzieć, że mówienie jest mniej więcej tym samym co śpiewanie, tyle tylko, że w znacznie zmniejszonym zakresie. To tak, jak jeden procent do stu.

- Myślę, że śpiew ma tak duże działanie, również dlatego, że nieświadomie uczymy się koncentracji. I bezboleśnie uczy się jej także dziecko.
- Jesteś ześrodkowana. Bo musisz myśleć o tym, co śpiewasz. I tak jak zauważyłaś – bezboleśnie. W radości. Bo śpiew zawsze kojarzy się z radością. Trzeba też wybierać jak najwięcej piosenek pogodnych, bo wtedy dziecko pobiera dużo więcej energii niż gdy śpiewa utwory smutne.

- Kiedyś w trakcie lekcji nauczyciele robili krótkie przerwy, podczas których dziecko musiało zrobić parę skłonów, parę wymachów ramion.
- To było bardzo mądre. A teraz dobrze by było, aby musiały jeszcze pośpiewać.

- Albo pośpiewać coś radosnego z przytupem.
- Dokładnie. Jakikolwiek ruch, jakiekolwiek śpiewanie. Aby ono było.

- A gdy już nie jesteśmy dziećmi i dopada nas chandra?
 - To ją wyśpiewaj. Wyśpiewaj swój ból. Wyśpiewaj swój żal. Popłacz śpiewając. Bo wtedy wyrzucisz, wysupłasz z siebie te trucizny, które w tobie siedzą.

- I nieistotne, czy fałszujemy czy śpiewamy czysto?
- W ogóle nie jest istotne.

- A jak mąż przy goleniu śpiewa w łazience?
- Jest to ogromnie mądre. A że fałszuje? Żaden problem.

- Czyżby mężczyźni kierowali się tu intuicją?
- To jest ten mądry atawizm, który pozostał w stanie szczątkowym. Ale, chwała Bogu, pozostał. Myślę, że śpiewanie zanika przez to, że mieszkamy w blokach, które mają bardzo cienkie ściany i jeden drugiemu nie chce przeszkadzać. A gdy małe dzieci chcą śpiewać, często je uciszamy.

- Przyszło mi teraz do głowy, że koncentrując się na śpiewaniu nie wybiegamy myślami w przyszłość, nie zamartwiamy się co będziemy robić jutro, nie analizujemy tego, co było wczoraj. W tym momencie jesteśmy w teraźniejszości. I chociaż w tym momencie zapominamy o problemach.
- Absolutnie tak. I dobrze jest takie stany przedłużać. I zważać, aby nasze problemy nie stały się naszymi myślami. A oprócz tego, kiedy śpiewasz wzrasta twoje poczucie wartości, pewności siebie.

- Nawet gdy fałszujesz?
- Oczywiście. To czy fałszujesz jest sprawą umowną. Nie zastanawiaj się nad tym, bo to nie ma żadnego znaczenia. Ty masz wydawać dźwięk. Ty masz za pomocą dźwięku siebie uzdrowić. Masz płuca, masz struny głosowe - to śpiewaj. Nie ważne co. Ważne jest wydawanie dźwięku przedłużonego. Z miłością do siebie. Z miłością.